eGryfino - Portal eGryfino - sport, kultura, informacje, wydarzenia - informacje z powiatu gryfińskiego.

Girlandy na śmietnikach i inne polskie atrakcje

Kiedy ten felieton rozpocząłbym refleksją, że jesteśmy narodem syfiarzy, to niewątpliwie wielu czytelników poczułoby się niezwykle urażonymi. Mało tego! W świat poszłaby informacja, że Kasprzyk w swoim najnowszym felietonie nas obraził. Przecież dbamy o swoje najbliższe otoczenie…

Otóż guzik prawda! No bo co jest najbliższym otoczeniem Polaka? Kozetka w dużym pokoju? Jeśli tak uważasz - nie czytaj dalej, bo to nie ma sensu. To o czym pisze dalej, prawdopodobnie będzie dla ciebie niezrozumiałe. No bo jak zakwalifikować chociażby klatkę schodową, którą dzielisz z sąsiadami? To już nie najbliższe otoczenie? W tym wypadku zastanawia mnie brak wstydu ludzi, którzy pasjami gubią błoto z butów. Przecież pozostawiona przez nich ścieżka najczęściej prowadzi pod konkretne drzwi, więc winowajca jest oczywisty. Ten w mieszkaniu najpewniej pozamiata, ale za drzwiami to już nie jego. Jak nic - wychodzi z założenia, że przecież ktoś przyjdzie i sprzątnie. W końcu płaci (czynsz), więc wymaga. W tym wypadku żąda sprzątania. Najprawdopodobniej - mam nadzieję - po mniejszych dzieciach, które niestety nie zostały nauczone, do czego służą wycieraczki przy wejściu. Ewentualnie po starszych potomkach lub dorosłym współmieszkańcu. Przedstawiciel tej grupy najprawdopodobniej uważał, że… wymiociny same znikają. Po kilku dniach ich zalegania na parterze klatki schodowej, pewnie dziwiły także jego, bo wyparł ze świadomości swoje sprawstwo. Z taką sytuacją miałem do czynienia kilka lat temu w jednym z budynków na Górnym Tarasie, w którym swego czasu wynajmowałem mieszkanie. No bo skoro nikt nie widział, to - z punktu widzenia ewentualnych oskarżających - winnych nie ma. Podobnie jest ze śmieciami porzucanymi w lasach. Jeśli nie ma świadków, to znaczy, że pozostawiający starą lodówkę czy inny element wyposażenia mieszkania, jeszcze niedawno wspaniale korespondujący kolorystycznie lub metkowo z pozostałymi, zasadniczo może czuć się spokojnym.

Podobnie ma się sytuacja w przypadku rodziców dzieciaków lub nauczycieli, których podopieczni w czasie seansu filmowego w kinie, na który każde z nich weszło z większym od nich opakowaniem popkornu, butelką zimnego napoju, gumowymi misiami, gumami do żucia i cukierkami w szeleszczących papierkach. Na szczęście nigdy nie są w stanie tego wszystkiego pochłonąć, ale zazwyczaj spora część tej dobroci ląduje na podłodze. Na szczęście dla winowajców, zadziało się to w kinowych ciemnościach, więc można było spokojnie wyjść, wdeptując to wszystko w rozlaną multiwitaminę. Do tego dorzucę kolejny przykład syfiarstwa: charający lub smarkający faceci na ulicach. Zazwyczaj nie robią tego mężczyźni lepiej ubrani, no chyba, że wracają z imprezy, bo wtedy świat wygląda inaczej i garniturek już nie czyni lepszym. Jak doda się do tego przekonanie, że wydaliny naszego psiaka posiadają zazwyczaj mniej kupy w kupie od innych szczekających czworonogów, to w okolicach chodników i na trawnikach robi się nieciekawie. Nie przeszkadza nam to jedynie do momentu, gdy sami nie stąpniemy nowymi trzewikami w coś miękko niefajnego. Tak oto wygląda fatalny obraz naszego, polskiego otoczenia.

Na koniec zostawiłem kwestię wolnostojących śmietników. Nie zajmę się tym razem - oczywistą zresztą - potrzebą segregacji, a raczej… trafiania śmieci do kubłów. Zgadza się, że często strach je dotknąć z powodu brudu, ale dlaczego ustawiamy obok nich wózki dziecięce, kartony po nowych meblach, niepotrzebne buty, torby na ramię z ekologicznej skóry, słoiki z kompotami, lalki z oczami lub bez i często rozczochrane, a reklamówki ze starym pieczywem wieszamy na kratkach pod dachem jak girlandy? Jeśli uważamy, że mogą ewentualnie komuś się przydać, to pofatygujmy się w odpowiednie miejsca. Jeśli natomiast jesteśmy zbyt leniwi - to po prostu wyrzućmy je do śmietnika! Nie? Że tak nie uchodzi?

Zajrzałem na stronę www.rozmawiamy.jezuici.pl. Tam pojawiło się pytanie czytelniczki: czy wyrzucanie chleba do śmieci to grzech? Nigdzie w Internecie nie mogę znaleźć odpowiedzi na to pytanie, a już od paru osób słyszałam, że to grzech. Ewentualnie trzeba nim nakarmić ptaki... Wychowaliśmy się i mieszkamy w kraju, gdzie chleb to świętość, a dawniej nasi przodkowie czynili nawet nad nim znak krzyża przed krojeniem. Stąd moje pytanie: czy to tylko tradycja, czy ma też to może swoje uzasadnienie w Piśmie Świętym i nauce Kościoła. Oto odpowiedź: bez względu na to, czy ktoś jest osobą wierzącą czy nie, czy jest chrześcijaninem czy Żydem, buddystą czy muzułmaninem, jeśli nie szanuje chleba, to jest osobą, która nie potrafi uszanować tego, co ziemia i ludzki trud dają mu na pożywienie. To nie tylko tradycja, lecz próba człowieczeństwa. Być osobą cywilizowaną i odpowiedzialną, szanującą ludzki trud i dary natury, znaczy podnosić z ziemi kromkę chleba z wdzięcznością i szacunkiem. Jeśli ktoś czyni to nie z szacunku, lecz z obawy przed grzechem, nie jest godzien nazywać się człowiekiem. Jest jedynie jakimś wynaturzonym stworem myślącym tylko o sobie. To są wartości uniwersalne, a nie religijne.

Chlebowe girlandy i inne typowo polskie „gadżety” pomału przykrywają kolorowe światełka. Niech nam jednak nie przesłonią efektów naszego syfiarstwa. Zwyczajnie zadbajmy o porządek, także nieco dalej, niż obok przysłowiowej kozetki w dużym pokoju, a odpadki wyrzucajmy do śmietników. Ot cała filozofia ;)

9 grudnia 2017