eGryfino - Portal eGryfino - sport, kultura, informacje, wydarzenia - informacje z powiatu gryfińskiego.

Ciepła, ale nie gorąca

Gryfino to dziwne miasto, skoro co roku większość jego mieszkańców pozbawiana jest ciepłej wody w kranach swoich domów i od lat nie ma na to mocnych. To niezwykle zastanawiające, skoro większość ludzi zazwyczaj płaci systematycznie niemałe opłaty zwane czynszem, a ciepła bieżąca woda znajduje się jak gdyby w standardzie zajmowanych mieszkań. To zasadniczo nie dziwi, bo żyjemy przecież u schyłku drugiego dziesięciolecia XXI wieku…

Na początek słownej zadymy dokonam jednak swoistej cofki w czasie. Otóż dzieciństwo miałem niezwykle udane, bo szczęśliwie przyszło mi je przeżyć w mieszkaniu z gazowym podgrzewaczem wody, zwanego wtedy junkersem. Po prostu odkręcało się kurek z czerwonym znaczkiem i płynęła nieskrępowanie ciepła woda. Po prostu kosmos, cud cywilizacyjny. Pierwsze lata dorosłości przyszło mi spędzać w innym miejscu naszego miasta. Oczywiście zdarzały się tam awarie, ale tylko w wypadku braku prądu. Sprawa byłą więc prosta - jest ciemno, więc się nie myję :)

Przez kolejne lata spędzane w innej części kraju, problem braku ciepłej wody praktycznie nie istniał. No może poza sytuacją z jednego z wynajmowanych tam przeze mnie mieszkań, kiedy w związku z notorycznym - nieświadomym zresztą - zalewaniem sąsiadów z dołu, niespodziewanie nawiedziła mnie do mnie reprezentacja lokalnej spółdzielni mieszkaniowej i pozbawiła mnie całkowicie bieżącej wody w łazience. To był akurat czas, kiedy przybyła do mnie spora reprezentacja gryfińskich tancerzy na coroczne warsztaty i by zaoszczędzić trochę kasy - jak zawsze zatrzymywali się u mnie. Nocowało u mnie wtedy na podłodze kilka osób płci żeńskiej, które zmuszone były - wobec zaistniałej w przeddzień ich przyjazdu sytuacji - myć się w zlewie kuchennym. Pieprzu sytuacji dodawał fakt, że kuchni od salonu nie dzieliły popularne w większości mieszkań drzwi, nawet niezwykle wtedy modne - harmonijkowe. Jednak jakoś i z tym sobie poradziliśmy.

Kiedy po złotych latach beztroskiego praktycznie życia z bieżącą ciepłą wodą bez ograniczeń, powróciłem do Gryfina, pierwszy mój wrzesień pamiętnego 2011 r. był niezwykle dramatyczny. Oczywiście ktoś coś wspominał o cyklicznie corocznych wyłączeniach, ale nigdy nie przypuszczałem, że któregoś dnia rano zabraknie ciepłego akurat w prysznicu we wspaniale wykafelkowanej łazience, w mieszkaniu wtedy przeze mnie wynajmowanym na Górnym Tarasie. Któregoś ranka na początku pierwszego jesiennego miesiąca, jak zawsze skoro świt, półprzytomny i jeszcze na lekkim śpiku wkroczyłem po omacku do przestronnej kabiny, odkręciłem ciepłą, a tu… lód. Nosz k… mać! Welcome in Gryfino! - pomyślałem.

Aktualnie wiodę cudowne, spokojne i kolorowe życie w północnej części miasta, która nie jest na szczęście skazana na zapowiedziane wyłączenia. Nie zmienia to jednak faktu, że sprawa mnie nie obchodzi i nie dotyczy. Od dłuższego bowiem czasu słyszałem od zbliżonych do mnie zawodowo kobiet, że zbliża się ten czas. Wracały tradycyjne rozmowy, która i jak sobie radzi. Okazuje się, że wyłączenia wrosły w naszą świadomość jak Boże Narodzenie i Wielkanoc.

Od minionego niedzielnego poranka miasto żyje powrotem ciepłej wody w kranach. W internecie pojawiają się pasjonujące informacje związane z tym wydarzeniem. Na początek elektryzująca wiadomość z cyklu tzw. cudów, że pierwotnie zapowiadano, że będzie w poniedziałek, a pojawiła się dzień wcześniej! Wkrótce wpływają doniesienia od spragnionego umycia społeczeństwa. Na Popiełuszki nie ma! Na Kościelnej letnia! Na Krasińskiego ciepła, ale nie gorąca! Potem głosy ucichły. Domyślam się więc, że jednak przyszła…

Wszystko dzięki ofiarności niezliczonych sił ludzkich, które w pocie czoła, dzień i w nocy pracowały nad przywróceniem społeczeństwu ciepłej wody w ich mieszkaniach. Czyż to nie wspaniałe? Wydarzenie z tym związane wyobrażam sobie następująco: odpowiedzialny za coroczny remont, podczas konferencji prasowej zorganizowanej przy zabytkowej studni w centrum miasta, w światłach jupiterów składa uroczysty meldunek siłom wyższym: Jej Ekscelencjo, melduję wykonanie zadania o jeden dzień wcześniej! Tu następują gorące brawa, błyskają flesze, a Jej Ekscelencja - pięknie wymyta, wyperfumowana i wyczesana, bo ona przecież ma u siebie ciepłą wodę, bo przed laty, gdy wyprowadzała się z bloku za miasto, to zadbała, by jej nigdy nie brakowało - odznacza fachowca medalem. Ma wielki problem ze znalezieniem miejsca na jego odświętnym drelichu, bo chłop takie odznaczenia uzyskuje co roku, od kilkudziesięciu lat zresztą. Dzieci w strojach krakowskich wręczają Jej Ekscelencji kwiaty. Rzecz odbywa się w wielkim pośpiechu, bo Jej Ekscelencja jest niezwykle zajętym człowiekiem, a więc ma napięty grafik obowiązków…

Ja nie jestem fachowcem. Typem, który ogarnia powód corocznego pozbawiania nas ciepłej wody. Nie staram się nawet tego zgłębić, bo pewnie i tak bym nie zaczaił. Nie zmienia to jednak faktu, że przyjęliśmy do wiadomości fakt tej niedopuszczalnej, bo cyklicznej niewygody. Czy my naprawdę ciągle musimy tkwić w Archeo, które szczyci się jedynie wykopaliskami? Nawet jeśli są tak sensacyjne, jak odnalezienie i odhibernowanie Maksa Paradysa i Alberta Starskiego.

Liga rządzi, liga radzi, liga nigdy cię nie zdradzi!

9 września 2018